Siadam na ławce w korytarzu szkolnym. Obok mnie siada uczennica siódmej klasy. Z pełnym zapałem pokazuję jej program, który dopiero co ułożyłem, o błyskotliwej nazwie „Power Wakacje”. Jest to 25-dniowy challenge, który ma przez niespełna 4 tygodnie pozwolić organizmowi nastolatki wskoczyć na wyższy bieg aktywności fizycznej tuż przed wakacjami. Projekt zawierał 2-3 treningi w tygodniu, kilka dłuższych spacerów między ćwiczeniami i trochę zmian w diecie. Myślałem sobie: świetna forma na plażę zawsze się przecież przyda, a szczególnie tym, którzy są ponoć najbardziej narażeni na sztuczność Instagrama, czyli właśnie nastoletnim dziewczynom.

Jednak już po kilku zdaniach widzę, że projekt ten (całkowicie bezpłatny!) to nie jest to, co nastoletnie tygrysy lubią najbardziej. Uczennica dziękuje mi grzecznie za propozycję, obiecuje przesłać mi swojego maila i… tyle ją widziałem.

świetna forma na plażę zawsze się przecież przyda, a szczególnie tym, którzy są ponoć najbardziej narażeni na sztuczność Instagrama

Gdy więc nazajutrz nie otrzymałem obiecanej wiadomości od dziewczyny, zacząłem zastanawiać się: dlaczego nie chce wziąć udziału w programie? Dlaczego jej i – jak rozumiem – jej koleżanek nie interesuje poprawa swojej kondycji fizycznej? Przecież program wydaje się świetny: sprawdzimy skład ciała, dziewczyny trochę poćwiczą, co drugi dzień pomaszerują sobie po parku. Zjedzą może trochę mniej kalorii, ale wystarczająco dużo, by czuć się dobrze. A jednak nie chcą nawet spróbować. Gdzie leży błąd? Może Arnold Schwarzenegger nie miał racji? Powiedział on kiedyś: „every single rep go to goal”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy: „z każdym powtórzeniem zbliżałem się do celu” (akurat u „Terminatora” było to podnoszenie ciężarów na siłowni).

Gdybym w jednym zdaniu miał doradzić komuś, co zrobić, aby zadbać o zdrowie, zacytowałbym mistrza Arnolda. Dodałbym jednak, że „każde powtórzenie” to nie tylko podnoszenie ciężaru, ale jakakolwiek czynność, którą wybierzesz na drodze do grona „fit ludzi”.

Wracam myślami do rozmowy z uczennicą. Czyżby tak bardzo jej i koleżankom się nie chciało? Żeby nawet nie wysłać maila, żeby sprawdzić szczegóły challengu? Czyżby tylko skalpel Chodakowskiej był tym ostrzem, który dociera do serc i mózgów, a przede wszystkim mięśni kobiet? To już inne ostrze jest za tępe? A może program jest po prostu „tępy”? Niemniej, gdyby tezę, że program jest słaby, wyrzucić jak przeterminowany jogurt z lodówki, to na placu boju zostałaby tylko niechęć do ćwiczeń. Pójdźmy chwilę tą drogą. Co tak mogło zniechęcić do ćwiczeń pełne zapału do życia i chcące się zapewne pokazać światu z jak najlepszej (najładniejszej) strony 14-letnie dziewczyny?

„każde powtórzenie” to nie tylko podnoszenie ciężaru, ale jakakolwiek czynność, którą wybierzesz na drodze do grona „fit ludzi”

Najprostszym wyjaśnieniem byłoby oczywiście lenistwo. Choć mówią, że najprostsze sposoby są najlepsze, to w tym wypadku mam wątpliwości. Sądzę, że jest jeszcze kilka powodów niechęci młodocianych uczennic do ćwiczeń i przyjęcia zdrowszych niż do tej pory zasad. Spróbujmy te powody zidentyfikować:

  • ostrożność przed deklaracją udziału w czymś, co może być męczące, o trudnych do przewidzenia efektach,
  • mimo wszystko jest to 25 dni jakichś wyrzeczeń, a w tym czasie dziewczęta nie zbudują przecież fit sylwetki,
  • obawa przed ewentualnym przedwczesnym wycofaniem się;
  • brak nawyków do ćwiczeń,
  • gdy koleżanki nie ćwiczą, to nie ćwiczę i ja,
  • wychodzenie ze swojej strefy komfortu jest trudne w każdej dziedzinie – w ćwiczeniach także.

Oczywiście podjęcie takiego challengu miałoby wiele zalet, ale jak to w dobrej transakcji bywa: aby doszła do skutku, zyski muszą przewyższać niedogodności. Wygląda na to, że w omawianej sytuacji wady wzięcia udziału w programie są większe niż jego zalety. Pojawia się zatem najważniejsze pytanie: co zrobić, aby plusy przesłoniły ewentualne minusy?

Gdybyśmy potrafili rozwiązać ten problem, to być może byłoby to odkrycie na miarę „Mister Olympia Teen” (Arnold Schwarzenegger ma osiem statuetek Mister Olympia). Na razie pozostaje nam próbować przebić mur niechęci dziewcząt do większego wysiłku fizycznego czy zdrowszego odżywiania. Na szczęście z „every single rep” (z każdą kolejną próbą) jesteśmy bliżej znalezienia „naturalnego Ozempica” (obecnie uważanego za najskuteczniejszy lek na odchudzanie) dla nastolatek w postaci zachęcenia do większej aktywności fizycznej i mniejszej ilości śmieciowego jedzenia.

Tylko czy zdążymy na czas? Póki co nasza młodzież jest w posiadaniu statuetki za pierwsze miejsce w Unii Europejskiej w szybkości przybierania na wadze. A chyba nie o taką nagrodę nam wszystkim chodzi?

Dodaj komentarz