Ludzie od zawsze fascynowali się długowiecznością, by powiedzieć, że nieśmiertelnością. Z braku dowodów, że człowiek może żyć wiecznie, zafascynowaliśmy się postaciami literackimi.
Taki na przykład Matuzalem, żyjący 969 lat, jest obwołany (w literaturze) najdłużej żyjącym człowiekiem na ziemi, oczywiście do czasu, gdy oprócz Biblii ktoś napisał innego Rodzaju Księgi historyczne. Nie zapominajmy też o Dorianie Greyu – ten żyłby i do dziś, gdyby nie zamachnął się na sztukę, szukając w swoim portrecie zbyt wielu szczegółów różniących się od niego samego (wrócimy jeszcze do tego tematu).
Dziś mamy spory wysyp specjalistów od długowieczności. Najpierw znaleźli we Francji Jeanne Calment, której wyliczono 122 lata i 164 dni życia. Czy aby na pewno dobrze policzono tej pani lata?
Następnie trzej demografowie, Dan Buettner, Gianni Pesa i Michel Poulain, odwiedzili kilka miejsc na świecie. W pięciu z nich ich zdziwienie było tak wielkie, że żyje tam aż tyle potencjalnych „Jeanne Calment”, że oznakowali te niezwykłe miejsca, niczym kręgi w zbożu (także niezwykłe zjawisko), niebieskimi kółkami na mapie. I tak powstały „niebieskie strefy”, czyli miejsca, gdzie średnio ludzie żyją najdłużej. Cztery z nich leżą nad morzem lub są wyspą i tu pojawia się rekin. Nie, nie, zaraz, to jeszcze nie ten moment.
Teraz na chwilę zaparkujmy nasz samochód wyobraźni, ponieważ specjaliści od długowieczności wykonali za nas tytaniczną pracę, podając nam na złotej tacy eliksir nieśmiertelności w rodzaju: zmień swoje życie wprowadzając tylko te 3 nawyki, a nie musisz mieszkać w kalifornijskiej Loma Lindzie (jedyna niebieska strefa nie nad morzem), aby przeżyć sekwoję rosnąca za Twoim płotem (drzewko żyje do 3000 lat, mężczyźni żyją średnio 77 lat – czyli taka „brzózka” ma szansę przeżyć niespełna 40 męskich żyć).
Specjaliści od długowieczności wykonali za nas tytaniczną pracę, podając nam na złotej tacy eliksir nieśmiertelności
Przypatrzmy się kilku tym magicznym pigułkom na długie życie podawanych nam regularnie w mediach, a przepisanych na receptę przez lekarzy duszy w rodzaju Medonet, Interia Zdrowie czy WP abcZdrowie.
Pierwsza podawana nam systematycznie pigułka (za mamusię) to nieodmiennie „zbilansowana dieta”. Niby wszystko w porządku – zbilansowana, czyli zrównoważona dieta to fundament naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Natomiast gdy chcemy spałaszować tę poradę, przepraszam – dietę, okazuje się, że tak naprawdę nikt nie wie, jak powinna ona wyglądać w praktyce. We wszystkich artykułach wniosek jest zawsze ten sam, odkrywczy na miarę Nobla z medycyny – każdy powinien dopasować dietę do siebie. Mało tego, często dodawana jest informacja, że należy spożywać zdrowe tłuszcze, pełnowartościowe białko i jak najwięcej złożonych węglowodanów, bo dają dużo energii. Innymi słowy, według autorów należy jeść praktycznie wszystko (pomijam oczywiście szczegóły typu składniki mineralne czy witaminy). Taka informacja jest przydatna czytelnikowi jak rybie ręcznik, ponieważ niewiele z niej wynika. Chyba tylko to, że trzeba jeść, ale to już wiemy od czasów Adama i Ewy.
Druga pigułka (za tatusia) jest jeszcze skuteczniejsza: rusz się. Choćby odrobinkę, bo nawet nieduża aktywność ruchowa przynosi zamierzony efekt (czytaj: jesteś wtedy fit). Po tej wiadomości mięknę jak smalec na patelni, bo przecież już wszystko wiem – mogę nawet mocno kiwać palcem w bucie, a kalorie same lecą… Tylko w jaki sposób „same lecą”? Znacie skądś ten tekst? „Kalorie same lecą”? Że niby jak liście z drzew? Przy najmniejszym podmuchu? Również i ta myśl jest głęboka jak spodek do kawy. Niestety, kalorie same nie polecą. Jest tylko jeden przypadek w przyrodzie, że, nie będąc ptakiem, sam lata – opowiedział o tym doktor Strosmajer swojej pielęgniarce w czeskim serialu „Szpital na peryferiach”, mniej więcej tak: „Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby Pani jak gołębica”. Ta wypowiedź nieźle pasuje do internetowych mądrości żywieniowych typu click-bait.
Trzecia pigułka (za dziadków) jest z pozoru niezwiązana z żywieniem czy aktywnością ruchową jako takimi, mianowicie chodzi o social media. Obecnie mamy modną promocję równości, demokracji (demokracja to taki system, w którym każdy ma prawo głosu, ale nikt nie słucha), a wszelkie odchylenia od normy sprzed kilku lat dziś same stają się normą. W tej sytuacji z jednej strony mamy takie podcasty jak „Vingardium Grubiosa”, promujące nieco „szerszy” punkt widzenia na sylwetkę człowieka, a z drugiej strony mamy „Insta”, FB (jeszcze bez „I” na końcu) oraz tik-tak, znaczy TikTok, oczywiście zagalopowałem się w czasy swojego dzieciństwa… W tych „socjalach” zdecydowanie promuje się „węższy”, a nawet bardzo „umięśniony” sposób patrzenia na świat. Tysiące ludzi patrzy na Instastory pełne muskulatury, potem w lustro, potem na FB, potem znów w lustro i już wie, że nie ma sensu pytać „lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie?” Podejrzewam, że mało dziś osób pamięta ostatnią stronę „Przekroju” (tygodnik wydawany w czasach komuny, dziś wydawany jako rocznik). Tam umieszczane były m.in. dwa prawie takie same obrazki z poleceniem „znajdź 20 różnic”. Mając wtedy to pismo w rękach, w latach 70. XX wieku, nie przypuszczałem, że spoglądam na iście wizjonerską przepowiednię: dziś mnóstwo młodych dziewcząt i chłopców robi dokładnie to samo ze swoimi idolami z Instagrama czy TikToka. Najpierw szukają tych różniących ich szczegółów, a później je eliminują – niekiedy za wszelką cenę. Zbyt często słyszy się, że rośnie ilość przypadków, gdy młody człowiek nie może zlikwidować tych rozbieżności i zdarza się, niestety, że likwiduje sam siebie.
Tysiące ludzi patrzy na Instastory pełne muskulatury, potem w lustro, potem na FB, potem znów w lustro i już wie, że nie ma sensu pytać „lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie?”
„Mój ty smutku”, jak powiedział kiedyś ksiądz Kaczkowski, znany m.in. z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat swojego miejsca pracy i wyrozumiałego podejścia do młodych ludzi. Czy ci umięśnieni panowie, a coraz częściej także panie, to jest właśnie ten obraz, w którym nasza młodzież powinna się dopatrywać tych różnic?
I tu właśnie na arenę wkracza (lub wpływa) nasz tytułowy superbohater – rekin polarny zwany grenlandzkim. To wielkie niedopatrzenie, że jeden z najdłużej żyjących organizmów na naszej planecie nie ma jeszcze profilu na Instagramie. Zwierzak jest idealny do naśladowania, gdyż ma spore doświadczenie życiowe: żyje do 400 lat i cały czas trzyma formę, gdyż jego półtorej tony masy ciała to głównie prężna tkanka mięśniowa. Menu ma konkurencyjne do diety śródziemnomorskiej, uznanej za najzdrowszą dietę na świecie, bowiem zjada wyłącznie ryby, trochę fok, przekąsza niedźwiedziem polarnym lub reniferem, a niektórzy badacze nawet znaleźli w żołądku rekina… szczątki kota. Idealny wegetarianin z niego nie jest, ale długość jego życia przyćmiewa zalety wszystkich innych diet. To nie koniec plusów naszego superhero – łatwo można go sfotografować, co jest ważne do aktualizacji profilu, bowiem porusza się z prędkością 1,22 km/h (jak on złapał tego renifera?). Trochę trudniej go spotkać na spacerze, bo, nie wiedzieć czemu, lubi pływać na głębokości do 2000 m, tam ponoć czuje się jak ryba w wodzie Z pewnych źródeł wiem, że nie słucha rad portali internetowych i bardzo chłodno, w przedziale 0,6–12 stopni Celsjusza, traktuje wszelkie nowości dietetyczne. A jego mięśnie drapieżnika, od zawsze będącego na szczycie łańcucha pokarmowego, same pchają się na pierwsze strony gazet i stron internetowych. Gracją nie dorówna mu ani Chodakowska, ani Lewandowska (ewentualnie może próbować Robert).
Dlatego zwracam się do obrońców praw zwierząt – załóżcie rekinowi profil na Instagramie, abyśmy wszyscy mogli skorzystać z doświadczeń tej superryby. Wtedy nie będziemy zmuszeni polegać na kopernikowskich przewrotach tego czy innego portalu w stylu: „wystarczy zbilansowana dieta”, „dostarcz organizmowi energii zgodnie z normą”, „jedzenie musi być odżywcze” oraz „w przerwie w pracy zrób 20 burpeesów”. Swoją drogą, ciekawe czy autor takie porady zdaje sobie sprawę, ile trzeba włożyć siły w 20 burpeesów? W pracy może być to mocno męczące.
załóżcie rekinowi profil na Instagramie, abyśmy wszyscy mogli skorzystać z doświadczeń tej superryby. Wtedy nie będziemy zmuszeni polegać na poradach w stylu: „wystarczy zbilansowana dieta”, „jedzenie musi być odżywcze”
Kończąc już, podkreślmy, że przecież za ten stan rzeczy nie można winić portali internetowych – dobrze wiemy, że chcą nam przychylić nieba (aż zobaczymy wszystkie gwiazdy). A że trudno z nich wyłowić jakąś naprawdę ważną informację, cóż? Rekina polarnego też niełatwo dopaść, a nikt nie ma przecież do niego o to pretensji. Nie można winić Instagrama i innych platform, że ludzie jedno mówią, a drugie robią, przy okazji wyśmiewając za plecami tych, którzy nie pasują do stereotypowego wzorca internetowego, jaki nam się na przestrzeni trzydziestu lat wytworzył. Stąd moja propozycja: promować – na przykładzie m.in. rekina polarnego – rzeczywiste i udokumentowane podejście do kwestii długiego, zdrowego życia. Bowiem rekin grenlandzki, najdłużej żyjący kręgowiec na naszej planecie, najmocniej ociera się o nieśmiertelność – czego sobie i Państwu życzę.
