Można przytoczyć wiele przykładów z historii człowieka, gdzie kryzys, przegrana czy wielki problem były tylko niezbędnym wstępem do przełomowych osiągnięć czy zaskakujących sukcesów. Weźmy na przykład zwycięstwa Czyngis-chana, który, zajmując całą Azję, zablokował Europie dojście do bogatej krainy, jaką do dziś są Indie. I co? I znalazł się taki Krzysztof o nazwisku Kolumb, którego uparty charakter zainicjował przetarcie nowej drogi do Indii, przy okazji odkrywając ląd najsilniejszego dziś państwa na naszym globie, czyli Amerykę Północną. A może historia Edisona? Jego wnioski patentowe były wciąż odrzucane, a on sam, po jedenastotysięcznej porażce związanej z kolejnym nieudanym dopasowaniem elementu żarowego do swojego superwynalazku, czyli żarówki, miał powiedzieć: „nie odniosłem dziesiątki tysięcy porażek tylko 11 tysięcy razy się przekonałem, że coś nie działało”. W końcu dopiął swego i dziś możemy cieszyć się światłością godną sylwestrowych fajerwerków. Dalej, Walt Disney stracił pracę jako rysownik „bez wyobraźni” i… wyszło mu to tylko na dobre, gdyż uruchomił odwagę i determinację, które przyniosły mu światową sławę i niebotyczne apanaże. Wiele wskazuje na to, że nie inaczej było „dawno, dawno temu w odległej galaktyce” z naszym gatunkiem, kiedy to przegraliśmy walkę z małpami o pożywienie dostępne na drzewach.

Czasem kryzys, przegrana czy wielki problem są dla ludzi tylko niezbędnym wstępem do przełomowych osiągnięć czy zaskakujących sukcesów

Tradycyjna opinia badawcza głosi, że ok. 7 mln lat temu spadliśmy z drzewa jak jabłko na Newtona. A może nas brutalnie zepchnięto? Wygląda na to, że nasi współbracia małpy w ten sposób zamanifestowały, że jeśli one potrafią w godzinę zebrać tysiąc kokosów (to fakt), a człowiek, w tym samym czasie, tylko 80 sztuk (to także fakt), to chyba oczywiste, kto jest królem drzew, a dla kogo tam miejsca nie ma. Jednak sądzę, że jakiś bon ton na tych drzewach obowiązywał, ponieważ jeśli nawet nas zepchnięto, to tak, że udało nam się ten eksperyment przeżyć. A to już było coś! Ale do rzeczy – jak już lecieliśmy z tego drzewa, to pierwsza dobra informacja była taka, że nie byliśmy kotami, bo byśmy spadli na cztery łapy i na tym nasza mała (r)ewolucja by się pewnie skończyła. A tak, na szczęście, zlecieliśmy tylko na dwie, ale za to jakie? To druga dobra informacja, bo ponoć już wtedy potrafiliśmy „stanąć na nogi” dosłownie i w przenośni. A to, według najnowszych badań, zasługa przede wszystkim … ucha! 

Badacze ewolucji naszego sprytnego gatunku od dawna próbują wyjaśnić zagadkę „nagłej” (tak pewnie z milion lat trwała ta „nagłość”) dwunożności człowieka. Okazuje się, że jest spora szansa, że to ucho dało sygnał do ataku na podbój naszej planety przez człowiekowatą frakcję hominidów. A konkretnie uczyniła to ewolucja budowy ucha. Aby stanąć na dwóch nogach, a co więcej – pewnie stanąć, nie tak jak po kilku „głębszych”, to najpierw trzeba złapać równowagę. Bez równowagi nie zrobisz ani jednego stabilnego kroku, a nasi prapradziadkowie od razu potrafili zrobić ich całą masę.

Badacze ewolucji od dawna próbują wyjaśnić zagadkę „nagłej” dwunożności człowieka. Okazuje się, że jest spora szansa, że to ucho dało sygnał do ataku na podbój naszej planety

Uwaga, teraz się wymądrzam: komora przedsionkowa ucha środkowego człowieka stała się narządem, który potrafił utrzymać nas w pionie przez skomplikowany system informacji o położeniu ciała z naczyń włosowatych (takie maluśkie strumyki krwi) w uchu wewnętrznym. I tak przyszli Panowie Świata pewnie stanęli na kończynach dolnych. Żaden istniejący ssak nie potrafił tego robić zbyt długo, nawet nasz wspólny przodek z małpami. Tak, tak, według nauki taki koleś był, choć słuchając dzisiejszych wypowiedzi niektórych ludzi tzw. zaufania publicznego, można by zapytać – a dlaczego używamy czasu przeszłego? Wracając jednak do tematu, dlaczego małpy tego nie potrafiły? Możemy dziś zdać się tylko na domysły. Być może zbyt długo tryumfowały swoje zwycięstwo na drzewach, nie zauważając, że właśnie same zamknęły się w najbardziej rozłożystej klatce na ziemi.

Przy okazji ludzie od razu usłyszeli (znów to ucho) pogłoski, że gdzieś w okolicy otwarto KFC z mamutami, więc jak już stanęliśmy na tych nogach, to od razu pomaszerowaliśmy sprawdzić te fake newsy. Tutaj na scenę wchodzi kolejny bohater naszej opowieści – stopa. Nie Wielka Stopa z USA (o Ameryce już wspominałem), mowa o stopach pierwszych ludzi postawionych przez naturę do raportu, eee, do pionu. Z powodu coraz dalszego przemieszczania się człowieka za pokarmem jego stopy stały się na tyle twarde (np. stopy małp były i są dalej miękkie), że z łatwością przenosiły energię z kończyn dolnych na siłę odbicia się od podłoża, w konsekwencji pozwalając iść coraz szybciej i sprawniej.

Czym dalej wędrowaliśmy za pożywieniem, tym nasze stopy potrafiły robić to lepiej

W tym momencie nasuwa się obraz łowcy zbieracza. Co prawda musiało minąć jeszcze nieco czasu – jakieś kilka milionów lat – zanim ten obraz się skrystalizował, ale co tam kilka milionów w tę czy we w tę, ważne, że potrafiliśmy wreszcie zadbać o siebie i rodzinę, czytaj plemię. Człowiek stawał się postrachem mamutów i innych jadalnych stworzeń, a dopomógł mu w tym jeszcze jeden element, nieoczywisty na pierwszy rzut oka. Było nim więzadło karkowe. Ta coraz bardziej szczątkowa część kręgosłupa szyjnego przyczyniała się do dwóch istotnych rzeczy: głowa człowieka podczas biegu była zawsze ustabilizowana, co umożliwiało lepszą kontrolę otoczenia, a ta pozwoliła człowiekowi stać się znakomitym łowcą. Nowych pretendentów do panowania nad globem zauważyli również przedstawiciele fauny – jedno z dzikich zwierząt, które potrafiło świetnie biegać, przyłączyło się do człowieka, węsząc zwiększenie swoich szans na zdobycie pokarmu i przeżycie w dziczy paleolitu. Od tamtej pory psa i człowieka połączyła nie tylko umiejętność wykorzystania więzadła karkowego, lecz także silna relacja – przyjaźń, która zaowocowała jeszcze skuteczniejszymi polowaniami.

Więzadło karkowe przyczyniło się do dwóch istotnych rzeczy: głowa człowieka podczas biegu była ustabilizowana, co umożliwiało lepszą kontrolę otoczenia, a ta pozwoliła człowiekowi stać się znakomitym łowcą

Dziś małpy mogą jedynie żałować swojej krótkowzroczności w panowaniu na drzewach (choć wzrok mają znakomity). Dwa, trzy miliony lat i z myśliwego dość szybko stały się ofiarami. Mimo że naczelne wyższe też mają uszy, więzadła karkowe, a z psem nawet by się szybciej chyba dogadały, to żadnej z tych możliwości nie wykorzystały. Teraz pozostało im tylko kupić bilety do kina na kolejny film z serii „Planeta Małp”, gdzie mogą zobaczyć, co by to było, gdyby to ich „ucho” było zdolne do zachowania balansu. Małpy próbowały się jeszcze kinomatograficznie ratować kolejnymi częściami „Tarzana”, ale ich szanse na równą rywalizację z człowiekiem były już na poziomie szans ostatniej porcji lodów na zabawie dziecięcej. Małpy „przeskakały i przewisiały” swoje możliwości i może jest to jakiś wniosek dla niektórych dzieci w szkole. Natomiast człowiek, który stanął na nogi i do dziś dzielnie się na nich trzyma, pokazał światu, że od zawsze potrafił przekuć nawet najboleśniejsze porażki w najwspanialsze sukcesy. Czy to zasługa ucha? Tego nie wiemy, ale jedno wiemy na pewno – lepiej od małp słyszymy, co w trawie piszczy.

Dodaj komentarz