Któregoś dnia, jadąc samochodem do pracy, spojrzałem na mijająca mnie ciężarówkę. Miała z tyłu interesujący napis: „beton na telefon”. Pomyślałem sobie, ciekawych czasów dożyłem, nawet beton na telefon mogę zamówić, chyba razem z pizzą oraz fotowoltaiką.
Zamiast oddać się przyziemnym sprawom dnia, który dopiero się rozpoczynał, moja wyobraźnia powędrowała w stronę telefonu – zastanawiałem się, co też jeszcze można by fajnego przez niego zamówić. Na przykład uczniowie mogliby zadzwonić do szkoły: „poproszę dwie lekcje biologii na 13.30 na róg Modrej i Gołężyckiej”. Nauczyciele mogliby zadzwonić do rodziców: „zamawiamy Państwa dzieci na lekcję angielskiego – sala nr 51, szkoła podstawowa nr 33 we Wrocławiu”. Policjanci mogliby zamówić złodziei do celi, a motorniczowie pasażerów do tramwajów. Lekarze zamawialiby pacjentów: „poproszę dwóch z grypą na 10.00 i jednego z anginą na 11.30”. Jakiś romantyk mógłby poprosić o tęczę w kolorach od czerwieni po fiolet z opcją dostawy pod dom, z dodatkowym złotem na końcu.
ciekawych czasów dożyłem, nawet beton na telefon mogę zamówić, chyba razem z pizzą oraz fotowoltaiką
Wszyscy, oczywiście, posługiwaliby się aplikacjami. Bo dziś bez aplikacji nie ma życia. Więc pewnie i ten beton też jest związany z jakąś aplikacją. Wiadomo, że beton, ogólnie rzecz ujmując, generujemy z cementu i wody, więc na pewno woda oraz cement mają także swoje wiążące się aplikacje.
Dla ułatwienia (po to w końcu są aplikacje) proponuję także aplikację do mycia zębów, zaraz po tym jak ściągniemy „apkę” na zdjęcie ręcznika z wieszaka. Wychodząc z łazienki, światło zgaśmy aplikacją. Sądzę, że należy w tym miejscu gorąco podziękować m.in. takim prekursorom opisanych rozwiązań technologicznych jak Steve Jobs, który iPhonem i App Store wprowadził możliwość masowego używania aplikacji (pierwszą aplikację datuje się na rok, nomen omen, 1984, stworzoną przez brytyjską firmę Psion).
Teraz pozostaje nam tylko czekać kolejnych przełomów technologicznych, gdy pewnego pięknego dnia nie będziemy musieli iść w ogóle do pracy czy szkoły, bo wszystko załatwimy z aplikacji. To chyba dobrze, bowiem przynajmniej spadnie liczba dzieci potrąconych na drodze, które pochylając się w trakcie marszu nad swoimi telefonami, nie zauważają na czas jadącej ciężarówki z betonem.
À propos drogi, to swoją drogą „beton na telefon” to będzie przeżytek, bowiem na telefon załatwimy cały dom z ogrodem, a w gratisie dowiozą psa i kota razem z karmą, oczywiście korzystając z aplikacji (pierwszy miesiąc gratis). Zresztą sztuczna inteligencja też jest już w aplikacji, a wygląda na to, że AI pomału przejmuje za człowieka większość zadań i funkcji, więc ten brak potrzeby pracy wygeneruje (a AI potrafi generować!) brak potrzeby szkoły. To nie ponury żart, tylko być może właśnie kierunek kolejnej rewolucji przemysłowej (ciekawe, który kraj zagra rolę wiktoriańskiej Anglii?). Jedyne co będziemy potrzebowali, to potrafić mówić (nawet nie czytać i pisać), aby z naszym dedykowanym AI skutecznie się porozumiewać. Zawód nauczycielski będzie należał do wymarłych, a kolejnemu ministrowi edukacji w departamencie będzie odpowiadać jedynie echo, oczywiście generowane przez sztuczną inteligencję.
Teraz pozostaje nam tylko czekać kolejnych przełomów technologicznych, gdy pewnego pięknego dnia nie będziemy musieli iść w ogóle do pracy czy szkoły, bo wszystko załatwimy z aplikacji
Uff… Mimo wszystko może to dobrze, że to jeszcze jest science-fiction, bowiem przez oglądanie cały dzień Netflixa czy granie w Brawl Stars’a, z przerwami na pizzę (z aplikacji), to można by się „zdrowo” zmęczyć. Graham Bell, twórca telefonu, gdyby dziś wstał z grobu, chyba by szybko zapragnął do niego wrócić. Tylko czy bez aplikacji GPS znalazłby drogę powrotną?
